Terror Masturbacji

Nasze matki i babki straszyły nas konsekwencjami spania z rączkami pod kołdrą.  Oprócz najcięższej, tej wiążącej się ze sferą religijną, straszono nas również: ślepotą, wyrastaniem włosów na rękach, uzależnieniem, niemożliwością nawiązania kontaktów intymnych w życiu dorosłym, moralnym wypaczeniem i dewiacjami seksualnymi.

Stosowano również różne nazwy mające nas zniechęcić do autoerotyzmu: samogwałt (paradoks sam w sobie), onanizm, dotykanie się “TAM”, robienie “brzydkich rzeczy”.

Dla wielu dorastających chłopców i dziewcząt ich rozbudzona, jeszcze nieodkryta seksualność stawała się przedmiotem głębokiego konfliktu moralnego.  Czuli się winni, źli, grzeszni, odkrywając potrzeby swojego ciała i często im ulegając. Później, jako ludzie dorośli czuli się głęboko nieszczęśliwi w życiu intymnym, wciąż pamiętając uczucie rozdarcia które im towarzyszyło w latach młodzieńczych.

Co robić? Jak sobie poradzić z tym tematem?

Masturbujemy się wszyscy. Kropka. Studentka, pan taksówkarz, pani docent i pan doktor. Heterycy, homoseksualiści, biseksualiści. Mężczyźni, kobiety i wszystkie odcienie pomiędzy. Single i osoby w stałych związkach (i nie jest to przejaw braku zainteresowania drugą osobą!). Wszyscy. Wyjątków nie ma. Różnice są tylko w częstotliwości samozaspokajania.

Konflikt dusza-i-ciało jest odwieczny i niezależny od wyznawanej religii czy też jej braku. Jedne uznają masturbację jako coś karygodnego, inne jako coś dopuszczalnego w ramach seksualnej higieny i dopuszczalnej normy, jeszcze inne dają szerokie przyzwolenie.

Podejście do tematu zmieniało się również na przestrzeni lat. Na przykład, w dziewiętnastym wieku wynaleziono pierwsze wibratory, które miały za zadanie profilaktykę przeciw “kobiecej histerii”. Urocze, prawda?

Pierwsze dilda wykonane były z kamienia lub drewna i są znajdowane w wykopaliskach na całym świecie, od  Afryki do ameryki Południowej. Zabawki erotyczne (a co za tym idzie masturbacja) nie są niczym nowym. Najstarsze znalezione dildo odkryli niemieccy archeolodzy. Owo cudo było wykonane z polerowanego kamienia, miało 20cm długości i datowane było na dwadzieścia osiem tysięcy lat!

Ludzie nie są jedynymi, którzy lubią sobie dogodzić. Małpki, słonie, lwy morskie a nawet zwierzęta domowe lubią (i potrafią) pobudzać się manualnie, oralnie lub za pomocą narzędzi. Choć do tego ostatniego przydaje się przeciwstawny kciuk, więc małpki mają szersze pole do popisu.

Tak więc, masturbacja nie jest niczym nienaturalnym ani żadnym seksualnym wypaczeniem wynikającym z upadku obyczajów. Sumienie każdy ma. I każdy dojrzały człowiek potrafi w swoim sumieniu ocenić czy to co robi z sobą w samotności jest dla niego krzywdzące czy dobroczynne.

Oczywiście, są ludzie uzależnieni od masturbacji. Tak samo jak są ludzie uzależnieni od alkoholu i ci pijący odpowiedzialnie i z umiarem.

Nasza kultura stopniowo oddziela masturbację od moralności i mówi o niej coraz głośniej. Magazyny kobiece opisują szeroką gamę technik dla pań, dającym im chwilę uniesienia w samotności. Sklepy erotyczne pękają w szwach od wibrujących i pulsujących zabawek dla singli i par. Masturbacja przestaje być tabu.

Ba, nawet lekarze (nie tylko seksuolodzy) rozpływają się nad dobroczynnymi efektami masturbacji. Obniżeniu ciśnienia, uśmierzeniu bólu (zastrzyk endorfin i ból głowy znika jak ręką… hehe… odjął), lepszemu snu czy obniżeniu ryzyka raka prostaty u mężczyzn.

Ale czy to dobrze?

Ciekawy fakt: masturbująca się kobieta to widok generalnie uznawany za przyjemny, atrakcyjny dla widza. Kobieta ma zdrowy popęd i musi go jakoś wyładować! Masturbujący się mężczyzna wzbudza politowanie. “Nie może sobie znaleźć baby”. Ciekawe jak punkt widzenia się diametralnie zmienia w zależności od płci. Ale odbiegamy od tematu.

Masturbacja to normalna czynność służąca wyładowaniu nagromadzonej energii seksualnej, rozładowaniu stresu, odpędzeniu nudy, czy służąca najzwyczajniejszej w świecie ZABAWIE. Tak, lubimy się bawić. Jeśli nie mamy z kim się pobawić, to możemy sobie zwyczajnie samemu zorganizować zabawę.

I nie ma się czego wstydzić, jeśli po wszystkim jesteśmy przyjemnie odprężeni i nastawieni optymistycznie do świata. Nikt nie ma prawa nas oceniać, w końcu nikt nie będzie nam czynił wyrzutu gdy po męczącym dniu sięgniemy po zimne piwo albo coś słodkiego. Chociaż… są takie smutasy, które zaczną nam ględzić o zgubnym wpływie alkoholu i pustych kalorii. A, niech idą być smutasami gdzie indziej!

Należy jednak mieć do tematu zdrowe podejście i nie przesadzać w drugą stronę. Jeśli musimy się częściej masturbować to nasza sprawa. Tak samo, kiedy nie odczuwamy częstej potrzeby okazywania sobie “trochę uczucia”. Nie wstydźmy się, gdy rzadko się masturbujemy. Nie czujmy się “wybrakowani” czy “oziębli”. Po prostu nie mamy aż takich potrzeb! Nie zarzucajmy sobie “zacofania” czy “purytańskiego wychowania”. Przecież nikt nad nami nie stoi z notesikiem i nie pilnuje czy wyrabiamy “miesięczną normę”!

Nasze ciało wie najlepiej co dla nas dobre. Czasem, gdy jesteśmy chorzy lub szczególnie zestresowani potrzeby cielesne odlatują na dalszy plan. Czasem zwyczajnie mamy coś lepszego do roboty. Czasem nam się po prostu nie chce. Libido nie jest wartością stałą, jednakową dla każdego. I to jest jak najbardziej w porządku. Nie dajmy się terrorowi masturbacji. Nie czujmy się skrępowani sięgając po najfajniejszą zabawkę jaką nam dała matka natura. Nie czujmy też presji aby się nią zająć. Przecież nam nigdzie nie ucieknie.

W końcu jesteśmy dorośli, prawda?