Taniec na Słupie

Poledancing, taniec na rurze, taniec egzotyczny. Jakkolwiek by ją nazwać, ta forma sztuki zdobywa coraz większą rzeszę zwolenniczek i zwolenników na całym świecie. Współczesne szkoły tańca na rurze oferują oprócz nauki technik i “kroków” również porządny trening i co najważniejsze – świetną zabawę.

Argumentów za ćwiczeniem tańca na rurze jest wiele, od chęci zrobienia prywatnego show dla ukochanej osoby, poczucia się seksownie we własnej skórze po zwyczajną chęć wytężonego wysiłku fizycznego wraz z zabawą.

Bez wątpienia ta forma rozrywki wykroczyła daleko po za typowy image zadymionego klubu ze striptizem. Jednak nie każda tancerka na rurze jest jednocześnie striptizerką. Nie każdy występ stricte erotyczny. Współczesny poledancing “wysokich lotów” ma w sobie więcej z popisów akrobatycznych niż striptizu kojarzonego raczej z występami burleskowymi. Być może na olimpiadzie w Brazylii w roku 2016 taniec na rurze zadebiutuje jako dyscyplina olimpijska!

Ale tak właściwie skąd wzięła się ta forma rozrywki? I czy od początku służyła jedynie celom rozrywkowym? Jak z każdym współczesnym fenomenem, korzeni należy szukać daleko w przeszłości…

Starożytny taniec przy słupie miał, jak większość rytuałów związanych z kobiecą cielesnością, afirmować płodność i siłę kobiecości. Większość ‘pokazów’ była tak na prawdę tańcami rytualnymi w stricte kobiecym gronie. Taniec praktykowany w Indiach czy Chinach miał w sobie elementy rytmicznych podskoków, kołysania biodrami jak i piruetów, jednak ich celem było wychwalanie potencjału tkwiącego w tychże biodrach.

通院したクリニックの数は1以上. シアリスの規格 いちいち住所とか打つのが面倒な時ってあるじゃないですか?なので電話対応してるところで買うのがおススメですね.

Słupy były naturalnie drewniane. Co ciekawe w tańcach brali udział również mężczyźni, jednak dla nich popisy przy słupie miały charakter sportu i rywalizacji. Ich zmagania przy słupie nazywały się Mallakhamb i miały na celu demonstrację sprawności fizycznej. Chińskie słupy, czyli wariant uprawiany na wschodzie obejmował dwa drewniane słupy na których zmagano się z grawitacją.

Zachodnia wersja tańca przy rurze, czy też “tańca egzotycznego” ma swoje początki w latach dwudziestych ubiegłego wieku, w samym środku amerykańskiego kryzysu gospodarczego. Wędrowne grupy artystów przemierzały kraj, oferując różne formy przedstawień. Oprócz głównego namiotu, gdzie miały miejsce popisy cyrkowców, było w okół rozstawionych kilka mniejszych namiotów, oferujących “poboczne” atrakcje. Jednym z nich był sugestywny taniec w okół słupa… służącego jako podpora namiotu.

Wygibasy przy rurze przeniosły się do klubów dla “dżentelmenów” w latach pięćdziesiątych, gdy burleska stała się szerzej akceptowaną formą sztuki (przedtem była zarezerwowana jako atrakcja domów publicznych). W latach osiemdziesiątych kluby oferujące taniec i striptease stały się popularne w Kanadzie i USA, pozostał jednak rozrywką typowo dla mężczyzn. Do czasu gdy w latach dziewięćdziesiątych tancerka Fawnia Mondey Deitrich wydała swoje pierwsze wideo instruktażowe… dla kobiet.

Od tego momentu poziom i profesjonalizm tańca na rurze nie przestaje się zwiększać. Do repertuaru zostały dołączone elementy fitness i ćwiczeń wysiłkowych. Współczesny poledancing to nie tylko wysokie obcasy, skąpy strój i nastrojowa muzyka. To przede wszystkim wyzwalające doświadczenie… i porządny wycisk.

Decydując się na kurs tańca na (czy też przy) rurze możemy wybrać jeden z następujących wariantów:

– Taniec Egzotyczny: czyli powrót do korzeni. Taniec stawiający na zmysłowość i stopniowe pozbywanie się garderoby. Często wykorzystujący elementy teatru i burleski.

– Pole Fitness: to najszerzej spopularyzowana forma tańca, stawiająca na wysiłek fizyczny i zabawę. Można by go nazwać “pieprzniejszą yogą”. Zajęcia są prowadzone w siłowniach i klubach fitness, przed wykwalifikowanych instruktorów. To forma ćwiczeń i rozrywek dla pa i panów.

– Pole Sport: to forma tańca stawiająca na rywalizację. Zawody na czysto technicznym poziomie. Zawody to prawdziwy popis równowagi, siły i giętkości, tylko dla zawodowców.

Tak więc, może następnym razem zamiast pójść na rowerek czy basen, może lepiej powyginać śmiało ciało przy rytmie muzyki? A później zaprezentować nowo nabyte umiejętności swojej drugiej połówce…

Kwaśna Landrynka